Samowolka na szkoleniach psów myśliwskich

„Weryfikuję swoje kundle na swojej norze, na swoich lisach i na swoich zasadach. A właściwie to nie ma żadnych zasad” – pisze użytkownik forum dla myśliwych. Chociaż Polski Związek Łowiecki powinien dbać o ochronę dzikich zwierząt używanych do szkolenia psów, faktycznie panuje samowolka. W efekcie dziki, lisy, czy jenoty są narażane na cierpienia. – To nieetyczne – komentuje prawnik

W konkursach dziki są „oszczekiwane” przez psy bezpośrednio na wybiegu. Lisy i jenoty – początkowo zza kraty (tzw. zastawki). Później wypędzane są przez psa ze sztucznej nory. Zdarza się, że pies rzuci się i pogryzie zwierzę; sędziowie mają wówczas obowiązek je rozdzielić.

Prawo Łowieckie wyjmuje „sprawdziany pracy” i „szkolenia” psów myśliwskich spod kontroli ustawy o ochronie przyrody pod warunkiem, że są organizowane przez Polski Związek Łowiecki (PZŁ). Artykuł 9 ustawy znosi w tych przypadkach zakaz „płoszenia, chwytania, przetrzymywania, ranienia i zabijania zwierzyny”. Na tej podstawie prawnej PZŁ organizuje konkursy i próby pracy, podczas których psom myśliwskim przyznawane są nagrody.

– W moim przekonaniu, ten wyjątek tworzy zbyt szeroką możliwość wyłączenia stosowania przepisów ustawy o ochronie zwierząt – komentuje w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” prawnik specjalizujący się w prawie zwierząt dr hab. Tomasz Pietrzykowski. – Tak szeroki zakres wyłączenia jest nie do zaakceptowania z punktu widzenia etycznego – przekonuje.

W ocenie Pietrzykowskiego, wyjątek dał myśliwym „carte blanche” w kwestii traktowania zwierząt, które są obiektami takich konkursów. – Nawet, jeśli dopuścimy, że polowania same w sobie mogą być wyjątkiem od ogólnych przepisów, to czym innym jest uśmiercenie w toku polowania, a czym innym dopuszczenie do tego, żeby ćwicząc psa ranić, czy męczyć inne zwierzęta – komentuje prawnik.

O wątpliwościach dotyczących sytuacji lisów i jenotów podczas konkursów psów norowców pisały już w 2005 roku m.in. „Kurier Szczeciński” i „Życie Warszawy”. W artykułach podkreślano, że psy często ranią, lub zagryzają atakowane lisy. Sytuacja tych zwierząt od tego czasu nie poprawiła się w znaczący sposób.

Myśliwi buntują się przeciw kratom w norach

Obecne przepisy wewnętrzne PZŁ regulują tę sytuację w dość osobliwy sposób. Pies, który w trakcie konkursu „wykona chwyt” na lisie czy jenocie, wciąż może w konkursie otrzymać dyplom najwyższego, pierwszego stopnia. Tyle, że zostaje zdyskwalifikowany na rok z udziału w konkursach. W przypadku recydywy, dyskwalifikacja jest dwuletnia, za trzecim razem pies traci prawo do startu w konkursach dożywotnio.

Większe ograniczenia, mające na celu bezpieczeństwo zwierzyny, nałożono w przypadku konkursów jamników, wypłaszających z nory królika. Zwierzęta te muszą mieć na sobie podczas zawodów miękki kaganiec. Sytuacja dzików oszczekiwanych przez psy, nie jest regulowana praktycznie w żaden sposób.

„Zastawka”, która ogranicza w trakcie konkursu kontakt psa-norowca z lisem, nie podoba się sporej części środowiska myśliwych. – Takie konkursy wypaczają zupełnie rzeczywisty obraz tego, co pies robi w terenie. Nie są nikomu potrzebne. W tym wszystkim nie chodzi przecież o zdobywanie dyplomów i czempionatów, tylko o przygotowanie psa do pracy – komentuje specjalizujący się w hodowli norowców myśliwy, Paweł Lisiak.

Lisiak i kilku innych myśliwych postanowiło stworzyć alternatywne wobec PZŁ sprawdziany, zwane Biesiadami, w których psy oceniane są na podstawie innych kryteriów, a kontakt z lisem nie jest ograniczany. „Warunki panujące w sztucznej norze i reguły ustalone w regulaminie, nie występują w naturze! Poza tym sporo zależy od tego, jaki lis przypadnie psu. W prawdziwej norze nie ma przecież kraty-zastawki, spoza której pies szczeka na lisa, coraz bardziej się nakręcając. Taki wspaniały, „dzielny” pies, gdy wpuści się´ go do prawdziwej nory, często podaje tyły i nie decyduje się wygonić lisa” – pisał we wspierającej ideę Biesiad „Braci łowieckiej” w 2007 roku Mieczysław Teer.

Podobne zarzuty wobec oficjalnych konkursów padają z ust wielu myśliwych, są też powszechne na łowieckich forach. Jeśli rzeczywiście nie sprawdzają wartości psa w terenie, w jakim celu są organizowane? Organizatorzy Biesiad starają się sprawić wrażenie, jakoby oficjalne konkursy służyły jedynie uzyskaniu przez hodowcę dyplomu, a więc – rozrywce.

Wielu myśliwych decyduje się jeździć ze swoimi psami na konkursy do innych państw (np. na Słowację), gdzie przepisy nie są tak restrykcyjne i dopuszczalne jest m.in. gryzienie lisa, czy jenota przez psa. „Warunki na konkursie muszą być jak najbardziej zbliżone do panujących w naturze” – tłumaczą.

Z czasem Biesiady przerosły popularnością oficjalne sprawdziany PZŁ i organizujący je myśliwi zdecydowali się zabronić hodowcom występów na obu imprezach. „Choć na Biesiadach staramy się łączyć ludzi i nie jesteśmy nikomu przeciwni, to nie dopuszczamy do udziału czworonogów, które startują w konkursach pracy. Uważam, że każdy hodowca powinien świadomie wybrać swoją drogę – albo sprawdza i prezentuje psa w konkursach, albo na biesiadach” – mówił Paweł Lisiak w wywiadzie dla wrześniowej „Braci Łowieckiej”.

Trening, czy weryfikacja?

Po co w ogóle organizowane są próby pracy dla psów myśliwskich? Według myśliwych, bardziej niż o szkolenie, chodzi tu o weryfikację naturalnych predyspozycji psa. – Wiele ras z mlekiem matki wysysa to, co potem robi w terenie. Nie wymagają więc wielu szkoleń – zaznacza Marek Roszkiewicz z Polskiego Związku Kynologicznego. – Pies ma instynkt i predyspozycje. Szkoli się przede wszystkim posłuszeństwo – wtóruje mu Bogdan Złotorzyński, redaktor naczelny pisma Brać Łowiecka. „Sukces polowania z dzikarzem lub norowcem [psem wyspecjalizowanym do oszczekiwania dzików bądź pracy w norze – red.] w dużej mierze zależy od wrodzonej ciętości i pasji, która tylko w nieznacznym stopniu korygowana jest podstawowymi wymogami posłuszeństwa. Uczestnictwo psa w polowaniu jest w zasadzie warunkowane jedynie możliwościami psychofizycznymi dorastającego organizmu i chęcią do pracy” – tłumaczył na łamach „Braci Łowieckiej” Cezary Marchwicki.

Oswojenie z dziką zwierzyną jest jednak według Lisiaka niezbędne – Weryfikacja psów potrzebna jest tak naprawdę z jednego powodu. Trzeba psa przygotować do tego, żeby nie stracił życia podczas pracy, kiedy zmierzy się z drapieżnikiem – wyjaśnia, powtarzając, że organizowane przez PZŁ konkursy nie spełniają tej roli.

Biesiady cieszą się poparciem Parlamentarnego Zespołu do Spraw Leśnictwa, Ochrony Środowiska i Tradycji Łowieckich W podsumowaniu działalności za 2012 r., członkowie zespołu wyliczają, że wzięli udział w październikowej biesiadzie norowców w Krotoszynie, gdzie oglądali pokaz psów szkolonych do pracy w łowiskach. „Celem imprezy była popularyzacja działań na rzecz środowiska naturalnego i zachowania fauny zagrożonej ekspansją drapieżników” – czytamy w sprawozdaniu. Oprócz pokazu psów podczas biesiady odbył się konkurs plastyczny dla dzieci pod tytułem „Chrońmy zwierzynę drobną”.

Pietrzykowski: brakuje kontroli nad sprawdzianami psów

Organizowane przez koła łowieckie Biesiady, są imprezami robionymi „przez myśliwych dla myśliwych” i nie podlegają w zasadzie żadnej kontroli. Jak wynika z internetowych forów, wielu myśliwych idzie jeszcze dalej i próbuje trenować psy całkowicie samodzielnie, wykorzystując w tym celu żywe zwierzęta. „Na razie sam weryfikuję swoje kundle na swojej norze, na swoich lisach i na swoich zasadach. A właściwie to nie ma żadnych zasad” – pisze jeden z użytkowników fora lowiecki.pl. „Witam Szanowną Brać. Do założenia tematu skłonił mnie kolega. Posiada on półtorarocznego Jagteriera i poprosił mnie czy nie pomógłbym mu znaleźć właśnie takiego rudzielca do szkolenia psa. Byłbym wdzięczny za każdą wskazówkę” – czytamy w innym wpisie.

– Mankamentem regulacji prawnych mających chronić zwierzęta jest to, że mechanizmy egzekucji tych przepisów są nieadekwatne do zapisywanych zakazów, nakazów i sankcji. Co z tego, że za szkolenia odpowiada PZŁ, co z tego, że wprowadza do regulaminów punkty mające zminimalizować cierpienia zwierząt, skoro tak naprawdę nie ma żadnej instytucji, która czułaby się zobowiązana, żeby to kontrolować – komentuje dr Tomasz Pietrzykowski – Potrzeba instytucji, która miałaby możliwość w miarę systematycznych kontroli. Obecnie żadna instytucja publiczna tego nie zrobi, a organizacje NGO będą działać wyrywkowo i na miarę swoich możliwości.

Czy nie trzeba zapewnić tym zwierzętom większej ochrony? – pytam Pawła Lisiaka, myśliwego i organizatora Biesiad Norowców.

– Jest to jakiś temat, ale jest to rodzaj potrzeby trochę wyższej i warto odwrócić pytanie. Jak przygotować psa do polowań? Bo że przygotować trzeba to nie ulega wątpliwości. Norowanie to najbardziej efektywna metoda polowań na lisy – odpowiada Lisiak.

Jak przekonuje myśliwy, lisy są obecnie w Polsce poważnym problemem. – Wyjadają zające, kuropatwy, bażanty. Nie lisy są temu winne, tylko my, ludzie, bo jedynym mechanizmem ograniczającym ich liczbę była tak naprawdę wścieklizna. Teraz, gdy jej nie ma, liczebność drapieżników wymknęła się zupełnie spod kontroli. Zwierzyna drobna bez pomocy myśliwego nie da sobie rady. Mamy więc wybór: albo regulować liczbę lisów, albo nie robić nic, a wtedy wyzbędziemy się tych gatunków. Szkoda by było bażanta, czy skowronka – przekonuje Lisiak.

Paweł Gawlik

Artykuł ukazał się w Gazecie Wyborczej 29 września 2013. Przedruk za zgodą Agora S.A.
Link do oryginału:
http://wyborcza.pl/1,76842,14691739,Poswiecic_lisa__zeby_przyuczyc_psa__Samowolka_na_szkoleniach.html?disableRedirects=true

Leave a Reply

Required fields are marked*